Po trudach podróży w Indiach i Nepalu, Tajlandia jawi się nam jako raj. Wszystko jest tu łatwe i przyjemne, dobrze zorganizowane i mało problematyczne. Na pewno tu wrócimy, bo poza Koh Tao i Bangkokiem, nic żeśmy nie widzieli! Nurkowanie zajęło nam tyle czasu,
że aby zwiedzić coś w samym Bangkoku, zostaliśmy o jeden dzień dłużej, niż pozwala mi na to moja wiza (Antek jako Francuz ma miesiąc, ja tylko dwa tygodnie). Będziemy musieli zapłacić karę na granicy, ale lepsze to, niż wyjechać i nic
nie zobaczyć z tego nowoczesnego, prężnego miasta. Poruszamy się głównie autobusem wodnym po rzece Mae Nam Chao Phraya. Świetny środek transportu, świetna organizacja! Zwiedzamy trzy sztandarowe zabytki – Pałac Królewsk
i i Wat Phra Kaew ze szmaragdowym Buddą, Wat Po z olbrzymich rozmiarów złotą figurą leżącego Buddy (unikat) oraz Wat Arun, z wysoką, zdobioną ceramicznymi ornamentami stupą. Świątynie pełne przepychu i wystawności, zatrzęsienie figur Buddy, mnóstwo złota i lusterek. Oferujemy sobie też masaż tajski (trudno być w Tajlandii i tego nie zrobić!), ale doznajemy pewnego rozczarowania: miło, ale bez rewelacji. Próbujemy masażu stóp na zainstalowanym na ulicy centrum odnowy biologicznej i wrażenia są lepsze: pełny relaks! Z trudem opieramy się pokusie kupienia sobie T-shirta z napisem: „SAME SAME (BUT DIFFERENT)” – to najbardziej typowa, strasznie dla nas zabawna
odzywka Tajów, która świetnie charakteryzuje ich bezproblemowy stosunek do życia: to czy owo, mała różnica, bo wszystko jest to samo, nawet jeśli nie do końca : )
2007/02/09
MASAŻ TAJSKI I NIE TYLKO / MASSAGE THAÏLANDAIS ET COMPAGNIE
WYSPA ŻÓŁWI / L’ILE DES TORTUES
Wbrew nazwie, na tajskiej wyspie Koh Tao nie ma żółwi. Są za to rekiny, rafa koralowa i setki rodzajów przeróżnych rozmiarów fluorescencyjnych ryb. Niegdyś kolonia karna, teraz turystyczny kurort z zatrzęsieniem szkół oferujących kursy
nurkowania. Wybieramy jedną, jak się okazuje ponoć najbardziej profesjonalną na całej wyspie. Zapisujemy się na 4-dniowe szkolenie, dające uprawnienia do
schodzenia do 18 metrów (Open Water PADI). Naszym instruktorem jest Alexander z Niemiec, trochę sztywny i
spięty, ale za to porządny, rzetelny nauczyciel. Dużo teorii, codziennie wieczorem czytamy podręcznik, rozwiązujemy testy, obliczamy maksymalny czas pod wodą przy danej głębokości albo minimalną obowiązkową przerwę pomiędzy dwoma nurkowaniami.
Sporo też praktyki – do licencji potrzeb czterech nurkowań. Motorówka podwozi nas do statku Navakar, którym płyniemy na otwarte morze. Każdego dnia schodzimy pod wodę dwukrotnie; coraz łatwiej nam wszystko przychodzi, coraz mniej musimy myśleć o wykonywanych czynnościach, coraz więcej uwagi możemy poświęcać podziwianiu podwodnego świata. Pełni zachwytu i emocji zapisujemy się na kurs dla zaawansowanych – po pięciu specjalistycznych nurkowaniach
będziemy mieć prawo do schodzenia aż do 40 m! Poza obowiązkowym kursem nawigacji podwodnej i nurkowaniu głębinowym, wybieramy kurs doskonalenia wyporności pod wodą, nurkowanie wielopoziomowe (uczymy się dodatkowych, bardziej skomplikowanych obliczeń) oraz nurkowanie
nocą. Złapaliśmy bakcyla i nic tylko byśmy nurkowali! Na szczęście dla naszego budżetu, widoczność staje się kiepska, co pozwala nam bez większego żalu ruszyć w dalszą drogę. Tajlandia na zawsze już będzie nam się kojarzyć z podwodnym, fascynującym światem, w którym czujemy się jak onieśmieleni goście.
uristique avec une myriade d’écoles de plongée. Nous en choisissons une qui apparemment est la plus professionnelle. Nous nous inscrivons à un cours de quatre jours qui donne le droit de descendre jusqu’à 18m (Open Water
PADI). Notre instructeur c’est Alexandre un allemand, un peu rigide et tendu, mais en revanche très méticuleux et un bon instituteur. Beaucoup de théorie, chaque soir nous lisons notre livre et résolvons les tests, nous calculons le temps maximal admis sous l’eau pour une profondeur donnée et le temps minimal entre deux plongées. Beaucoup de pratique aussi, pour obtenir la licence il faut totaliser quatre plongées. Le hors-bord nous mène au bateau Navakar, que nous prenons pour la plaine mer. Chaque jour nous descendons par
deux fois sous l’eau, à chaque fois de plus en plus facilement, nous réfléchissons de moins en moins aux gestes et aux contraintes, et nous pouvons nous consacrer de plus en
plus à la contemplation de la vie sous-marine. Pleins d’enthousiasme et d’émotions nous nous inscrivons au cours de niveau deux – après cinq plongés spécialisées, nous aurons le droit de descendre jusqu’à 40m ! A part l’obligatoire plongée en eau profonde et navigation en plongée, nous choisissons le cours de perfectionnement de la flottabilité, la plongée multi niveau (nous apprenons d’autres calculs plus compliqués) ainsi que la
plongée de nuit. Nous avons pris à l’hameçon et nous ne ferions rien d’autre que de plonger ! Heureusement pour notre budget, la visibilité devient mauvaise, ce qui nous permet sans trop de remords partir plus loin dans notre périple. La Thaïlande nous fera penser pour toujours à ce monde fascinant, dans lequel nous nous sentons comme de timides invités.
