Kumkanie zabek towarzyszylo nam kazdej nocy w domu Rea, kolyszac nas do spania. Jedna z nich macha nam, zegnajac sie z nami w imieniu wszystkich dzikich zwierzakow Australii, ktore napotkalismy podczas naszej wedrowki.
Le croassement des grenouilles nous accompagnait chaque nuit chez Rea, nous bercant dans notre lit. L'une d'elles nous fait coucou - c'est un adieu inoubliable au nom de tous les animaux australiens que nous avons croises sur notre chemin.


2007/05/15
POZEGNANIE Z AUSTRALIA / ADIEU L'AUSTRALIE
MIŚ KOALA MOCNO ŚPI / LE COALA DORT A POINGS FERMES
Rejon Noosa na Słonecznym Wybrzeżu to bez wątpienia nasz ulubiony zakątek Australii. Zielono, spokojnie i sielsko. Jeziora, góry i rzeki bez krokodyli, plus piaszczyste, rajskie plaże, idealne dla surfistów. Kiedy spacerujemy wzdłuż klifu nad oceanem, 
dostrzegamy stado delfinów. Jest ich ponad 20! Niespiesznie, z wrodzonym wdziękiem baraszkują w falach nieopodal brzegu, a nam wzruszenie ściska gardło. Tego samego dnia spotykamy pierwszego
w życiu misia koalę, który śpi na drzewie eukaliptusa. Zaczepiamy go delikatnie, by się przebudził i udaje się! Miś rozkosznie przeciaga się, potwornie zaspany spogląda na nas z góry i znów szykuje się, pociesznie, do drzemki (koale śpią ponoć co najmniej 20 godzin dziennie). Na drzewie obok przysiada kookaburra – ptak, który nie śpiewa, tylko zaśmiewa się, jakby drwił sobie ze wszystkiego i z
wszystkich.My też bezustannie śmiejemy się do rozpuku. Aż bolą nas brzuchy! Rae, u której tu gościmy, ma fenomenalne poczucie humoru i dystans do samej siebie, jak rzadko kto. Robimy z nią tour po wybrzeżu, zwiedzając przeróżne plaże, niektóre dzikie, niektóre
zabudowane wieżowcami jak Lazurowe Wybrzeże. Następnego dnia jedziemy do parku Mery Carincross na wzgórzach Blackall.
Podziwiamy stamtąd zachód Słońca nad świętymi dla Aborygenów górami Glasshouse. Panuje zupełnie magiczna, mistyczna atmosfera. Zapuszczamy się na chwilę w okoliczne lasy deszczowe. Malutki
wallaby przebiega nam drogę. Wsłuchujemy się w śpiew ptaka, zwanego kocim (catbird): jakby dziecko płakało w oddali. Zaraz potem powietrze przeszywa odgłos bicza - to do koncertu włączył się whipbird. Las o zmroku jest pełen tajemniczych odgłosów. Wycofujemy się z niego, z szacunkiem, na palcach.
La région de Noosa sur la Côte du Soleil c’est sans aucun doute notre endroit préféré en Australie. Verdure, calme et sérénité. Des lacs, des rivières sans crocodiles et des plages paradisiaques
idéales pour les surfeurs. Quand nous nous promenons le long de la côte escarpée, nous apercevons un groupe de dauphins. Il y en a plus d’une vingtaine ! Sans se soucier avec leur grâce habituelle ils se baladent dans les vagues près du bord, et nous, l’émotion nous prends à la gorge. Le même jour nous rencontrons notre premier koala de notre vie, il dort sur haut
perché sur un eucalyptus. On le taquine doucement, pour qu’il donne signe de vie et victoire ! Le petit ours s’étire, horriblement endormi, il nous observe un moment et retourne avec délice à son
occupation (les koalas dorment paraît-il au moins 20 heures par jour). Sur l’arbre à coté, un kookaburra – un oiseau qui ne chante pas mais qui rigole au nez de tout le monde. Nous aussi nous rigolons sans arrêt. On en a mal au ventre ! Rae, dont nous sommes les invités, a un sens de l’humour phénoménal et comme peu de gens, ne se prend au sérieux. Nous 
tournons dans la région en sa compagnie, visitant une multitude de plages, certaines complètement vierges, d’autres pleines de constructions comme la Côte d’Azur. Le jour suivant nous allons au parc Mery Carincross
dans les montagnes Blackall. Nous contemplons le couché du soleil sur les montagnes sacrés pour les Aborigènes. Il fait silence, une atmosphère complètement magique. Nous pénétrons dans la
jungle locale pour la fin du jour. Un petit wallaby croise notre sentier. Nous écoutons le chant de l’oiseau chat (catbird), comme si un enfant pleurait dans le lointain. Tout à coup, le son d’un fouet se
fait entendre, c’est l’oiseau fouet (whipbird) qui s’est mit de concert. La forêt la nuit est pleine de sons mystérieux. Nous nous éclipsons avec respect, sur la pointe des pieds.
GANG REKINA / LE GANG DES REQUINS
Główny gwoźdź programu w Australii to oczywiście nurkowanie na Wielkiej Rafie Koralowej. Mamy trzy dni na odkrycie 400 gatunków korali, 4 tys. gatunków skorupiaków i 1,5 tys. gatunków ryb. Zwiedzamy tylko dwie z 3000 mniejszych raf, które wspólnie tworzą te 2600 km rafy widzianej z Kosmosu. Schodzimy pod wodę 11 razy, w tym dwa razy nocą, z łódki zacumowanej u granic rafy Milln i Flynn’s. Po raz pierwszy sami, zdani tylko na siebie, eksplorujemy przecudne ogrody koralowe, gonimy ławice fluorescencyjnych rybek, przyglądamy się, jak zagrożony 
wyginięciem zielony żółw morski skubie algi na pionowej ścianie z korala, rekin śpi na piasku, a Nemo pilnuje swojego anemona. Spotykamy też rekina twarzą w twarz: przepływa obok nas, obojętny, z niesamowitą gracją. Widziany w nocy w świetle latarki wygląda już o wiele groźniej i z duszą na ramieniu zanurzamy się w ciemne otchłanie, gdzie wprost na nas płynie rekin leopard! (Tych, co się nie znają, uspakajamy – te rekiny nie są duże i zupełnie niegroźne!)
Le clou de notre programme en Australie, c’est bien sûr la 
plongée dans la Grande Barrière de Corail. Nous avons trois jours pour découvrir quelques 400 espèces de corail, 4000 espèces de mollusques et crustacés et 1500 espèces de poissons. Nous visitons seulement deux des 3000 récifs coralliens qui forment les 2600km de la barrière vue depuis le cosmos. Nous plongeons 11
fois, deux fois la nuit, depuis le bateau amarré aux abords des récifs Milln et Flynn’s.
Pour la première fois complètement seuls, nous explorons ces formidables jardins de coraux, nous suivons des bans de poissons fluorescents, nous observons comme une tortue verte en danger d’extinction se nourri d’algues sur une falaise de corail, un requin dort sur le fond et Némo garde son anémone. Nous rencontrons aussi un requin personnellement, il passe à côté de nous, indifférent, avec une grâce incroyable. Le nuit, à la lueur d’une torche, ils semblent bien plus dangereux, et le cœur en chamade, nous nous engouffrons dans l’immensité ténébreuse, où fonce droit sur nous un requin léopard ! (Nous rassurons ceux qui ne savent pas – ces petits requins ne sont pas du tout dangereux !)

BINGO, WIDZIELISMY DINGO! / BINGO, ON A VU DES DINGOS !
Wilgotne lasy tropikalne stanu Queensland, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości
UNESCO, obejmują 19 parków narodowych. Większość tutejszych kontaktów z dziką przyrodą to jednak doświadczenia pod ścisłą kontrolą. Tak jest w parku Mossman w pobliżu kurortu Port Douglas – świetnie utrzymany szlak prowadzi przez punkty widokowe nad rzeką i przez gęstwinę lasów deszczowych od jednej tabliczki informacyjnej do drugiej.
Udaje nam się jednak spocić na własny rachunek od panującej tam wilgoci; ) Odwiedzenie stojących w wodzie lasów namorzynowych w okolicach Cairns to spacer ścieżką edukacyjną po pomoście zbudowanym nad błotem. W tajemniczych lasach jak z
bajki panuje półmrok, kiedy wypatrujemy taplających się w bagnie czerwonych krabików i przysłuchujemy się odgłosom
kumkających żab. Z kolei w parku Malanda na wyżynnej równinie Atherton Tablelands wytyczony szlak pozwala nam przyjrzeć się przesłodkim żółwikom rzecznym i 
zielonej iguanie z irokezem, która ze stoickim spokojem daje się fotografować. Napotykamy
też dzikie indyki, których w tutejszych lasach jest mnóstwo. Olbrzymia, ponad 500-letnia figa-dusicielka doczekała się w sąsiedztwie osobnego parku narodowego. Otacza ją drewniany pomost, z którego można podziwiać jej zwieszającą się do samej ziemi kurtynę korzeni. Tylko park Lakefield na półwyspie Cape York jest inny. Pędzimy w jego głąb samochodem terenowym. Nad naszymi głowami latają delikatne,
szaroróżowe papużki gala, mijamy zanurzone w oceanie trawy wysokie kopce termitów (w
kształcie katedry gotyckiej bądź też przysadzistych purchawek). Antkowi udaje się dostrzec krokodyla wygrzewającego się na brzegu rzeki. Zanim jednak zdążymy wyskoczyć z samochodu, ten prehistoryczny gad chowa się pod mostem i tyleśmy go widzieli... Zasadzamy się więc nad oczkiem wodnym (zwanym tu bilabong), ale oprócz śladów na piasku po innym, 5-metrowym krokodylu, nic nie udaje nam się wypatrzyć.
Wracamy już po zmroku. I nagle dostrzegamy dwa psy dingo! Ich oczy błyskają złowrogo w świetle reflektorów. 
Les forêts tropicales de Queensland,
inscrites sur la liste de l’UNESCO, couvrent 19 parcs nationaux. Cependant ici, la plupart des contacts avec la nature est rigoureusement contrôlé. Comme à Mossman non loin de la ville balnéaire Port Douglas – un sentier très bien entretenu
passe par des points de vue surplombant la rivière et dans la forêt, d’une planche d’information à une autre. Nous arrivons tout de même à transpirer pour notre compte, vue la très forte humidité de l’air ;) La visite de la mangrove non loin de Cairns, c’est une promenade éducative sur les passerelles crées au dessus du marécage. Dans ces bois mystérieux où règne la pénombre, nous observons de jolis
petits crabes rouges et écoutons le croassement des grenouilles. En revanche, dans le parc Malanda sur le plateau Atherton Tablelands le sentier nous permet d’observer de sympathiques tortues d’eau douce et une iguane verte avec son iroquois qui se laisse photographier avec une patience stoïque. Nous rencontrons aussi plein de dindonneaux sauvages, qui dans ces forêts sont légion. Une immense figue étrangleuse de 500 ans a finalement obtenu son propre parc. Elle se trouve entourée d’une passerelle depuis la quelle on peut admirer l’immense rideau de racine qui descends jusqu’au sol. Il n’y a que le parc Lakefeild sur le Cape York qui est différent. Nous le pénétrons à fond la caisse dans notre 4x4.
Au dessus de nos têtes volent de jolies perruches gala grises et roses, nous passons d’immenses termitières noyés dans les herbes, ressemblant à des cathédrales gothiques ou bien à des
champignons. Antoine arrive à apercevoir un crocodile qui se prélassait sur les berges d’une rivière. Avant que l’on arrive à sortir de la voiture, ce reptile préhistorique se cache sous le pont, c’est tout ce que l’on a pu voir de lui… Nous nous mettons à l’affût donc au près d’un point d’eau (appelé ici bilabong), mais à part les traces d’un croc de 5m, nous ne voyons rien d’autre. Nous revenons après le coucher du soleil. Et tout d’un coup nous apercevons deux chiens dingo ! Leurs yeux brillent dans les feux des réflecteurs.




