2007/03/21

SPOKOJNY UROK 4 TYS. WYSP / LE CHARME TRANQUILLE DES 4 MILLE ILES

Na wyspie Don Det na Mekongu przy granicy z Kambodżą panował tak błogi spokój, że w zasadzie cały czas byśmy tylko spali, drzemali, bądź też po prostu odpoczywali. Aż mieliśmy wyrzuty sumienia! Ale poza jednorazowym zwiedzeniem wodospadów na Mekongu oraz słuchaniem odgłosów dżungli, oglądaniem romantycznych zachodów Słońca czy patrzeniu w niebo czarną nocą – nie było tam nic a nic do robienia. Do tego brak elektryczności i głęboka cisza. Ogarnęło nas tak słodkie i dogłębne farniente, że z trudem wyrwaliśmy się z objęć Si Phan Donu („4 tys. wysp”, choć pewnie nie ma ich tam aż tak wielu), by ruszyć na podbój Laosu.
Sur l’île Don Det sur le Mekong, tout près de la frontière cambodgienne, régnait un calme si profond que nous n’avions envie que de dormir, de faire des siestes ou bien de nous reposer tout simplement. Nous en étions plein de remords ! Toutefois, à part visiter les cascades sur le Mekong, écouter les bruits de la jungle, regarder de romantiques couchers de soleil ou alors observer le ciel étoilé pendant de nuits si sombres à en avoir le vertige, il n’y avait rien de rien à faire. De plus, pas d’électricité et un silence perçant. Un farniente si total et profond s’est emparé de nous que nous nous sommes arrachés de Si Phan Don (ce qui veut dire « 4 mille îles », bien qu’il n’y en ait pas autant) qu’avec de grandes difficultés pour aller à la conquête du Laos.

2007/03/09

SMACZNEGO ! / BON APPETIT !






ZBROJNE / DESARMEMENT

Widać na każdym niemalże kroku, że społeczeństwo Kambodży wciąż zmaga się z przeszłością pełną przemocy.
Pratiquement à chaque coin de rue, on peu voir que le Cambodge lutte encore avec son passé rempli de violence.

SIĘ WTAPAIMY / ON SE FOND

W Stung Treng u brzegów Mekongu i Sekongu zupełnie niespodziewanie staliśmy się częścią lokalnego krajobrazu. Po pierwsze dlatego, że w drodze do granicy z Laosem turyści nie zatrzymują się w tym niedużym miasteczku dłużej niż jedeną noc. Byliśmy więc ewenementem, zarzucając tu kotwicę na dłużej. Poza tym, dzięki kontaktom z organizacją pozarządową Mekong Blue, poznaliśmy tu masę przemiłych, życzliwych ludzi, z którymi spędziliśmy chiński Nowy Rok (ponoć wkroczyliśmy w rok Złotej Świni, cokolwiek to oznacza...). Kręceniu się wokół stołka w tanecznym, tradycyjnym khmerskim korowodzie i innym wygibasom nie było końca!

A Stung Treng sur les bords du Mekong et du Sekong de manière tout à fait inattendue nous sommes devenus partie du paysage local. Tout d’abord parce que les touristes, en route pour le sud du Laos, ne s’arrêtent pas plus d’une nuit dans cette petite ville. Le fait de nous y arrêter pour quelques jours était déjà en soit un évènement. De plus, grâce aux contacts de l’ONG Mekong Blue, nous avons fait connaissance avec plein de gens très sympathiques, avec lesquels nous avons passé le Nouvel An chinois (il parait que nous venons d’entrer dans l’année du Cochon d’Or, indépendamment de ce que ça veut dire…). La farandole Khmère et autres évolutions n’avaient pas de fin !

MAFIA Z RATANKIRI / LA MAFIA DE RATANKIRI

Jechaliśmy do północno-wschodniej prowincji Kambodży jak do Ziemi Obiecanej: miało być pięknie, dziko i mało turystycznie. Tymczasem spotkało nas wielkie rozczarowanie: największa atrakcja regionu – jezioro Yeak Laom w kraterze wulkanu do złudzenia przypomina Mazury; rozreklamowane wodospady są ładne, ale bez rewelacji; tubylców można odwiedzić jedynie w formule zorganizowanej wycieczki ludzkiego zoo; zaś sam Ban Lung to pełna czerwonego pyłu, przygnębiająca stolica prowincji, klimatem przypominająca Dziki Zachód, gdzie na szerokich ulicach spotkać można głównie grube maciory. A wszystko omotane mafijnymi mackami Khmerów, gotowych za wszelka cenę czerpać zyski z turystyki. Co w praktyce oznacza: „turysta i tubylec głosu nie mają”.

Nous allions dans la province du nord-est du Cambodge comme en terre promise : ça devait être splendide, sauvage et peu touristique. Pourtant nous avons été très déçus : la plus grande attraction de la région – le lac Yeak Laom lové dans un cratère de volcan ressemble à s’y méprendre aux lacs de Mazurie ; les chutes d’eau tellement réclamées sont belles, mais sans exagérer ; les minorités locales peuvent être visitées uniquement dans des formules de zoo humain ; quant à la poussiéreuse Ban Lung, c’ est une capitale de province plutôt déprimante rappelant le Far West, où l’on peu rencontrer sur les larges avenues surtout de gros cochons. Et le tout emprunt de la tentaculaire mafia des Khmères, prêts à tout prix de faire de l’argent sur le tourisme, ce qui dans la pratique veut dire que les touristes et les populations locales n’ont rien à dire.

IMPRESJA ZNAD MEKONGU / IMPRESSION DU MEKONG

W drodze na północ Kambodży zatrzymujemy się w małej wiosce Kratie, by zobaczyć żyjące w Mekongu słodkowodne, zagrożone wyginięciem delfiny. Spędzamy kilka godzin na łódce na środku rzeki, usiłując zrobić im zdjęcia. Podekscytowani patrzymy, jak krążą wokół nas, dając o sobie znak charakterystycznym prychaniem. Głowa chodzi nam na wszystkie strony; czasem mamy wrażenie, że specjalnie wynurzają się na raz z czterech stron łódki! Panuje cisza i spokój, z oddali dociera do nas szum katarakt. Powoli zachodzi Słońce.
Sur notre route vers le nord du Cambodge, nous nous arrêtons dans la petite bourgade de Kratie, pour observer les dauphins d’eau douce habitant le Mékong, qui sont en danger d’extinction. Nous passons quelques heures sur une barque au milieu du fleuve, essayant de les prendre en photo. Tout excités, nous les voyons tourner autour de nous, ils trahissent leurs position en soufflant par leurs évent. Nous ne savons pas où donner de la tête ; par moment nous avons le sentiment qu’ils se donnent signe pour émerger au même moment de chaque côtés de la barque ! Silence et quiétude, au loin les rapides nous bercent. Le soleil se couche lentement.

TORTURY NA SPRZEDAŻ / DES TORTURES A VENDRE.

W stolicy Kambodży Phnom Penh główną atrakcją turystyczną są zbrodnie Czerwonych Khmerów. Na każdym kroku propozycje wycieczek do Pól Śmierci Choeung Ek bądź do Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng, dawnego centrum tortury znanego jako „S-21”. Naganiacze mają kolorowe prospekty, oferują atrakcyjne ceny. „To może skoczymy na Pola Śmierci?” – proponują nam dziesięć razy dziennie rykszarze. Może i nie dziwne, że są tak natarczywi, bo czarna przeszłość Kambodży interesuje tylko cudzoziemców. Khmerowie nie odwiedzają swoich centrów pamięci, dzieci w szkole nie uczą się o Pol Pocie. Interes kwitnie: w muzeum S-21, od którego włosy stają dęba na głowie, sklep z upominkami, gdzie m.in. można kupić gumowe „kapcie Pol Pota”. Dawni Czerwoni Khmerzy, którzy zakatowali tu na śmierć ponad 17 tys. osób, dziś oprowadzają po muzeum turystów. Jest w tym swoistego rodzaju perwersyjna logika: któż lepiej niż oni, wie, co tu się działo?...

Dans Phnom Penh, la capitale du Cambodge, l’attraction principale sont les crimes des Khmères Rouges. A chaque coin de rue des propositions de tours aux Champs de la Mort Choeung Ek, non loin de la ville, ou alors au Musée du Génocide Tuol Sleng, ancien centre de torture connu sous le nom de « S-21 ». Les rabatteurs qui ont des prospectus colorés offrent des prix attractifs. « On termine avec les Champs de la Mort ? » - proposent à chaque fin de course les conducteurs de rickshaw. C’est peut-être compréhensible qu’ils soient si collants, car le passé noir du Cambodge n’intéresse que les étrangers. Les Khmères ne visitent pas leurs mémoriaux, les enfants n’apprennent rien à l’école sur Pol Pot. Le commerce fleurit : dans le musée, duquel les cheveux s’hérissent d’horreur, une boutique de souvenir vend entre autre des « sandales de Pol Pot ». D’anciens tortionnaires, qui ont torturés ici à mort plus de 17 mile personnes, y travaillent maintenant en tant que guides. C’est d’une logique tout à fait perverse : qui connaît mieux ce qui s’est passé ici ?