2007/02/09

WYSPA ŻÓŁWI / L’ILE DES TORTUES

Wbrew nazwie, na tajskiej wyspie Koh Tao nie ma żółwi. Są za to rekiny, rafa koralowa i setki rodzajów przeróżnych rozmiarów fluorescencyjnych ryb. Niegdyś kolonia karna, teraz turystyczny kurort z zatrzęsieniem szkół oferujących kursy nurkowania. Wybieramy jedną, jak się okazuje ponoć najbardziej profesjonalną na całej wyspie. Zapisujemy się na 4-dniowe szkolenie, dające uprawnienia do schodzenia do 18 metrów (Open Water PADI). Naszym instruktorem jest Alexander z Niemiec, trochę sztywny i spięty, ale za to porządny, rzetelny nauczyciel. Dużo teorii, codziennie wieczorem czytamy podręcznik, rozwiązujemy testy, obliczamy maksymalny czas pod wodą przy danej głębokości albo minimalną obowiązkową przerwę pomiędzy dwoma nurkowaniami. Sporo też praktyki – do licencji potrzeb czterech nurkowań. Motorówka podwozi nas do statku Navakar, którym płyniemy na otwarte morze. Każdego dnia schodzimy pod wodę dwukrotnie; coraz łatwiej nam wszystko przychodzi, coraz mniej musimy myśleć o wykonywanych czynnościach, coraz więcej uwagi możemy poświęcać podziwianiu podwodnego świata. Pełni zachwytu i emocji zapisujemy się na kurs dla zaawansowanych – po pięciu specjalistycznych nurkowaniach będziemy mieć prawo do schodzenia aż do 40 m! Poza obowiązkowym kursem nawigacji podwodnej i nurkowaniu głębinowym, wybieramy kurs doskonalenia wyporności pod wodą, nurkowanie wielopoziomowe (uczymy się dodatkowych, bardziej skomplikowanych obliczeń) oraz nurkowanie nocą. Złapaliśmy bakcyla i nic tylko byśmy nurkowali! Na szczęście dla naszego budżetu, widoczność staje się kiepska, co pozwala nam bez większego żalu ruszyć w dalszą drogę. Tajlandia na zawsze już będzie nam się kojarzyć z podwodnym, fascynującym światem, w którym czujemy się jak onieśmieleni goście.

En dépit de son nom, sur l’île thaïlandaise Koh Tao il n’y a pas de tortues. Par contre, il y a des chiens, il y a aussi des requins, des barrières de corail et une multitude de poissons fluorescents. Auparavant bagne, maintenant lieu touristique avec une myriade d’écoles de plongée. Nous en choisissons une qui apparemment est la plus professionnelle. Nous nous inscrivons à un cours de quatre jours qui donne le droit de descendre jusqu’à 18m (Open Water PADI). Notre instructeur c’est Alexandre un allemand, un peu rigide et tendu, mais en revanche très méticuleux et un bon instituteur. Beaucoup de théorie, chaque soir nous lisons notre livre et résolvons les tests, nous calculons le temps maximal admis sous l’eau pour une profondeur donnée et le temps minimal entre deux plongées. Beaucoup de pratique aussi, pour obtenir la licence il faut totaliser quatre plongées. Le hors-bord nous mène au bateau Navakar, que nous prenons pour la plaine mer. Chaque jour nous descendons par deux fois sous l’eau, à chaque fois de plus en plus facilement, nous réfléchissons de moins en moins aux gestes et aux contraintes, et nous pouvons nous consacrer de plus en plus à la contemplation de la vie sous-marine. Pleins d’enthousiasme et d’émotions nous nous inscrivons au cours de niveau deux – après cinq plongés spécialisées, nous aurons le droit de descendre jusqu’à 40m ! A part l’obligatoire plongée en eau profonde et navigation en plongée, nous choisissons le cours de perfectionnement de la flottabilité, la plongée multi niveau (nous apprenons d’autres calculs plus compliqués) ainsi que la plongée de nuit. Nous avons pris à l’hameçon et nous ne ferions rien d’autre que de plonger ! Heureusement pour notre budget, la visibilité devient mauvaise, ce qui nous permet sans trop de remords partir plus loin dans notre périple. La Thaïlande nous fera penser pour toujours à ce monde fascinant, dans lequel nous nous sentons comme de timides invités.

No comments: