2007/07/12

FRANCJA ELEGANCJA / DOUCE FRANCE

Gdy po raz drugi wstajemy o 4 rano, by, tym razem już właściwego dnia, lecieć do Noumei, samolot ma ośmiogodzinne opóźnienie. Co za pech! Na szczęście nie musimy ślęczeć na lotnisku, tylko czekamy w hotelu zorganizowanym przez Air New Zealand. Dolatujemy tuż przed zmrokiem i od razu opatula nas ciepłe powietrze tropików. Stolica Nowej Kaledonii Noumea oczarowuje nas swoim dyskretnym, zapyziałym urokiem, który odkrywamy dopiero po kilku dniach wałęsania się po jej uliczkach. Klimaty jak w naszych barach mlecznych, dominuje architektura lat 70-tych, wszystko trochę zapuszczone i rozlatujące się. Kanakowie, murzyńska ludność rdzenna, są wyraźnie nieśmiali, acz zawsze pozdrawiają nas na ulicy uśmiechniętym dzień dobry. Szwęda się też trochę rastafarianów z dredami, którzy palą jointy w cieniu drzew na publicznych skwerkach. W niedzielę zaś miasto jest kompletnie wymarłe, kilka mijanych osób podkreśla tylko jego widmowy charakter. Zwiedzamy zaprojektowane przez Renzo Piano słynne centrum sztuki im. Jean-Marie Tjibaou (bojownik o niepodległość tej zamorskiej prowincji Francji). Budynek robi na nas wrażenie, ale sama wystawa sztuki Kanaków jest taka sobie. Nie udaje nam się niestety zobaczyć nic więcej z tej wyspy Pacyfiku, poza bujną zielenią i wysokimi górami na horyzoncie, dostrzeżonymi z okna autobusu wiozącego nas na położone o 50 km od stolicy lotnisko...
Quan
d pour la seconde fois nous nous levons à 4 heures du matin, pour pouvoir enfin, le bon jour, partir à Nouméa, l’avion a huit heures de retard. Quelle malchance ! Heureusement nous ne sommes pas obligés de rester à l’aéroport, mais à l’hôtel qui nous est offert par Air New Zealand. Nous atterrissons juste avant la tombée de la nuit et tout de suite l’air chaud des tropiques nous enveloppe. La capitale de la Nouvelle Calédonie, Nouméa, nous plaît par son coté un peu désuet, que nous apprécions à sa juste valeur qu’après quelques jours de ballades le long des rues. Ambiances des années 70, tout est un peu abandonné et un peu décrépit. Les Kanaks, la population noire autochtone, sont visiblement timides, mais ils nous saluent dans la rue souriants. Il y a aussi pas mal de rastas qui traînent dans les parcs en fumant leurs joints à l’ombre des arbres. Le dimanche la ville est comme une ville fantôme, quelques personnes soulignent encore d’avantage cette sensation de désolation. Nous visitons le centre culturel Jean-Marie Tjibaou (il défendait les droits des Kanaks et luttait pour l’indépendance de ce territoire français d’outre mer). Projet de Renzo Piano, le bâtiment nous fait grande impression, mais l’exposition Kanak en elle-même ne nous impressionne pas. Malheureusement, nous n’arrivons pas à voir d’autres choses de cette île du Pacifique, à part les montagnes au loin et ses denses forêts que nous observons depuis l’autobus qui nous mène à l’aéroport distant de 50km…























No comments: