2006/10/21

RĘKODZIEŁO NA PUSTYNI / ARTISANA DANS LE DESERT

Hurra!!! Wreszcie wyjechaliśmy z Gujaratu! A myśleliśmy, że już nigdy się stamtąd nie wyrwiemy. Turyści przyjeżdżali i wyjeżdżali, śmiejąc się, że robimy doktorat z wiedzy o regionie. Dzień za dniem zwiedzaliśmy wioski Kutcha i obiecywaliśmy sobie, że wyjedziemy następnego dnia... Raz nawet już się spakowaliśmy, kupiliśmy bilety na pociąg. Jednak nawet wtedy nie udało się nam ruszyć w dalszą podróż. Mieliśmy kłopoty z płatnością za tak długi pobyt w hotelu. W efekcie spóźniliśmy się na pociąg i musieliśmy przełożyć bilety na następny dzień.
Przez ostatnie trzy tygodnie wynajmowaliśmy skuter i przemierzaliśmy pustynne okolice Bhuja w poszukiwaniu wioskowych artystów. Różnorodność tutejszego rękodzieła jest niesamowita. Jakby ludzie chcieli zakląć pustynię, urozmaicić jednostajny, niemalże równinny krajobraz. Poznaliśmy kobiety z plemienia Ajir czy Harijan (niegdyś „nietykalne”), haftujące bogate, etniczne wzory na różnobarwnych tkaninach, torbach, bluzkach czy poszewkach na poduszki. Byliśmy w Nironie z wizytą u rodziny, która od 300 lat zajmuje się malarstwem laką na płótnie (tzw. rogan art). W tej samej wiosce, żyjący bardzo skromnie ludzie z plemienia Wada wytwarzają lakowane wyroby z drewna codziennego użytku w sposób tak prosty, że aż niewiarygodny. Nieopodal Zura specjalizuje się w miedzianych dzwonkach o delikatnym, aksamitnym brzmieniu. W wiosce Ajerakhpur zostaliśmy wciągnięci w tajniki techniki block-printingu. W żmudnym procesie stawiania na tkaninie pieczątek z farbą o naturalnym barwniku powstają prawdziwe cudeńka. W muzułmańskiej wiosce Dhordo podziwialiśmy okrągłe domy bogato zdobione wzorami z gliny i lusterkami (mudwork). Trzykrotnie byliśmy gośćmi Dhurana z Ningalu, by zrozumieć, na czym polega patola – technika ręcznego tkania jedwabiu nitką, na której uprzednio naniesiono misterny wzór metodą tie-and-dye czyli wiązania supełków i ich farbowania, by potem je rozwiązać, zawiązać w innym miejscu i ufarbować ponownie. I tak pięć razy! Utkanie sześciometrowego, przetykanego dodatkowo prawdziwą złotą nitką sari zajmuje pięcioosobowej rodzinie ponad 20 dni!
Hourra !!! Enfin nous sommes partis du Gujarat ! Et pourtant on pensait que plus jamais nous nous en échapperions. Les touristes arrivaient et repartaient en faisant des blagues que nous faisions un doctorat sur la région. Jour après jour, nous visitions les villages du Kutch et nous nous promettions que nous partirions le lendemain. Une fois, nous avons même fait nos bagages, et acheté les billets pour le train. Mais même là, nous n’avons pu partir ; un problème de paiement pour un si long séjour nous en a empêché.
Pendant ces trois dernières semaines, nous louions un petits scooter et nous explorions les environs arides de Bhuj dans la recherche d’artistes. La multitude de formes de l’artisanat local est tout à fait surprenante, comme si les hommes s’étaient concertés pour rompre avec la monotonie des paysages. Nous avons fait connaissance avec les femmes de la caste Ajir et aussi Harijan (anciennement les « intouchables »), ces deux castes se démarquent par des broderies très riches qu’elles confectionnent sur leurs habits, sacs ou encore coussins. Nous sommes allés à Nirona où une famille depuis 300 ans se spécialise dans une forme de peinture à la laque sur toile (le « rogan art »). Dans le même village, une autre famille, vivant très modestement, de la caste Wada, s’emploi à réaliser des objets de tous les jours en bois laqué richement décorés, de manière si simple que déconcertante. Non loin de là, le village Zura se spécialise dans la fabrication de cloches et clochettes en cuivre au timbre doux. A Ajerakhpur nous avons été initiés aux techniques élaborés du block-printing. Dans un procédé très laborieux d’impression des textiles, de véritables chefs d’œuvres sont réalisés. Dans le village musulman Dhordo nous avons pu admirer des maisons décorés avec ce que l’on appelle le mudwork, riches motifs réalisés à l’aide de glaise et orné s de petits miroirs. Par trois fois nous avons été chez Duran à Ningal afin de bien comprendre le procédé dénommé patola – cette technique manuelle de tissage de la soie avec des fils sur lesquels on a, au préalable, apporté le dessin final par une méthode du tie-and-die. Ceci consiste à faire des nœuds pardessus les fils, les teindre, les dénouer, refaire des nœuds … et comme cela jusqu'à cinq fois avant d’obtenir le dessin escompté ! La préparation et le tissage, entre autre avec du fil d’or d’un sari de 6m, prends à la famille de cinq personnes plus de 20 jours !

No comments: