2006/10/21

STATEK NA MIARĘ WYKONAM / UN NAVIRE SUR MESURE

15 października minęło sześć lat, jak jesteśmy razem. Kawał czasu! By to uczcić, wybraliśmy się na wycieczkę do położonego nad Morzem Arabskim miasteczka Mandvi. Tam mieliśmy niemalże dla nas samych szeroką, czystą, ponoć jedyną w Indiach prywatną plażę, nieopodal pałacu Vijay Vilas. Hinduski nie kąpią się w kostiumie kąpielowym, tylko w salwar kamezie. Spodnie oblepiają nogi, tunika krępuje ruchy (może dlatego one raczej nie pływają, tylko kobieco sobie brodzą w morzu). Pomimo że naprawdę nie było na plaży prawie nikogo, czułam się niezręcznie zrzucając salwar tuż przed zanurzeniem się w wodzie. Chyba już przesiąkłam tutejszą kulturą! ;)
O zachodzie Słońca zwiedziliśmy tutejszą stocznię, gdzie ręcznie budowane są olbrzymie, drewniane statki (ponoć głównie dla arabskich szejków z Dubaju). To obok Malezji jedyne takie miejsce na Ziemi.

Le 15 octobre, voilà six années que nous nous sommes ensemble. Un bail ! Pour célébrer cette occasion, nous nous sommes rendus à Mandvi, petit port au bord de la Mer d’Arabie. Là, nous avions presque pour nous tous seuls l’unique plage privée en Inde, (parait-il), non loin du palais Vijay Vilas. Les femmes ici ne se baignent qu’habillées de la tête au pieds dans leurs salwar kamez. Le pantalon colle à la peau, la tunique empêche de bouger les bras, c’est pourquoi elles ne nagent pas vraiment, mais plutôt font tempête dans cette mer qui est peu profonde même loin de la côte. Marta, pour bonne conduite, garde la tunique jusqu’au bord de la plage, la dépose au bord, gênée par les regards des quelques hommes qui la dévorent des yeux, et se jette à la mer pour y échapper.
Au coucher du soleil nous sommes allés voir les chantiers navals locaux, où l’on construit d’énormes navires en bois (pour les cheiks arabes principalement). Aux côtés de la Malaisie, c’est le dernier endroit au monde de ce type.

No comments: