2007/05/08

MEMORIAL

Najważniejszy punkt naszego programu w Sajgonie: wizyta w muzeum wojny z USA i z siłami koalicji (bowiem w wojnie w Wietnamie, choć mało kto o tym wie, brały udział różne nacje, m.in. Nowa Zelandia, Australia czy Południowa Korea...) Zależało nam bowiem na odwiedzeniu choć jednego miejsca przedstawiającego wietnamską wizję konfliktu. Muzeum to brutalna dokumentacja zbrodni przeciwko ludzkości, do których dopuściły się wojska amerykańskie. Choć zostało stworzone do celów propagandowych, przerażające zdjęcia mówią same za siebie.
Udokumentowane masakry ludności cywilnej – w wielu przypadkach dopiero niedawno ujawnione – są najprawdopodobniej tylko czubkiem góry lodowej. Niewątpliwie największym i najbardziej długotrwałym skutkiem działań wojennych jest masywne stosowanie Agent Orange. Przez dziesięć lat wojny zrzucono na Wietnam 80 milionów litów tego środka roślinobójczego. Rezultat: dziesiątki tysięcy ludzi zmarło, a miliony urodziło się z deformacjami; do dziś ponad trzy miliony Wietnamczyków cierpi na raka, cukrzycę czy inne przewlekłe schorzenia. „Nikt jeszcze w historii ludzkości nie był świadkiem prowadzenia wojny z żyjącym środowiskiem wrogiego państwa. Jednakże Stany Zjednoczone zaangażowane są w tym doświadczeniu ekologicznym, którego nikt nie śmiał i nie będzie śmiał się podjąć” – stwierdził senator Nelson w sierpniu 1970 roku. Jednak dopiero pod koniec lat 80-tych Stany Zjednoczone przyznały się do odpowiedzialności: wypłacono odszkodowania amerykańskim żołnierzom, cierpiącym na te same schorzenia. Wietnamczycy nie dostali nic.
Wychodzimy z muzeum z gęsią skórką. Stany wciąż przodują w wymyślaniu różnego rodzaju broni masowego rażenia, coraz doskonalszej w zabijaniu i niszczeniu środowiska.
Le clou de notre programme à Saigon : la visite de musée de la guerre contre les USA et les forces de coalition (en effet comme on a tendance à oublier plusieurs nations se sont engagées dans la guerre du Vietnam, entre autres la Nouvelle Zélande, l’Australie ou bien encore la Corée du Sud…) Nous voulions visiter ne serait-ce qu’un endroit montrant la vision vietnamienne du conflit. Le musée, c’est une documentation brutale des crimes contre l’humanité que l’armé américaine a ici perpétrés. Bien que crée pour la propagande, de terribles photos parlent pour elles-mêmes. Les massacres sur les populations civiles, souvent révélés il n’y a que peu de temps, sont probablement seulement la partie visible de l’iceberg. Sans aucun doute la pire des conséquences des actions militaires est l’utilisation massive de l’Agent Orange. Pendant dix ans de guerre 80 millions de litres de ce défoliant ont été jetés sur le sol vietnamien. Résultat : des milliers de personnes sont mortes et des millions sont nées avec des malformations ; aujourd’hui encore plus de trois millions de Vietnamiens souffrent du cancer, du diabète ou d’autres maladies à long terme. « Personne dans l’histoire de l’humanité n’a été témoin d’un pays déclarant la guerre à l’environnement naturel d’un autre. Pourtant les Etats-Unis se sont engagés dans cette expérience écologique, que personne n’a jamais osé accomplir » - a exprimé le sénateur Nelson en août 1970. Cependant, ce n’est que vers la fin des années 80 que les Etats-Unis ont consentis à leurs responsabilité ; ils ont payé des dommages et intérêts à leurs vétérans souffrants des mêmes maux que les Vietnamiens. Les Vietnamiens n’ont eux rien reçus.
Nous sortons du musée avec la chair de poule. Les Etats-Unis sont toujours à la pointe pour inventer toute sorte d’armes de destruction massive, toujours plus perfectionnés pour tuer et détruire l’environnement.

No comments: