2007/04/06

DZBANY I DONICE / DES JARRES ET DES AMPHORES

Droga przez Góry Annamskie do Równiny Dzbanów (Plain of Jars) na wschodzie Laosu jest potwornie kręta i wąska. Trzęsie nami okrutnie. Przez cały dzień. Z przerażeniem myślimy o drodze powrotnej. Nie dziwota, że do tego odległego zakątka kraju, dociera tylko 2 tys. turystów rocznie. Znosimy to wszystko jednak ze stoickim spokojem. Przyciąga nas tu bowiem tajemnica setek kamiennych dzbanów sprzed 2 tys. lat. To laotański Stonehenge. Te mityczne kamienne formacje porozrzucane są po prowincji Xiengkhouang, najsilniej bombardowanym regionie w historii ludzkości – w ciągu 9 lat działań wojennych (1964-1975) spadło tu ponad 2 miliony ton bomb. Wiele dzbanów zostało zniszczonych przez wojnę, do niektórych Amerykanie strzelali dla zabawy... Wędrówka wśród pól ryżowych, zalesionych pagórków i zagajników pomiędzy tymi zabytkami tylko pozornie jest sielska. W rzeczywistości stąpamy po polach minowych, wąskimi szlakami oczyszczonymi ze śmiertelnego niebezpieczeństwa. Ścieżki łagodnym łukiem omijają ogromne kratery po bombach. Choć od zakończenia wojny minęło 30 lat, ziemia nadal pełna jest niewypałów, min, odłamków. Miejscowi przeszukują po zmroku okolice, mozolnie wydłubując z ziemi metal. Wciąż 120 osób pada rocznie ofiarą niewypałów. Ale ludzie są biedni, a za kilogram złomu można dostać aż 20 centów! W wiosce Ban Nasala - swoistego rodzaju recykling: cebulka rośnie w skorupach bomb, wodę czerpie się amerykańskim hełmem, posiłki je się z talerzy wykonanych z wraku amerykańskiego bombowca, a obejścia ogrodzone są płotami z zardzewiałej blachy, która Bóg raczy wiedzieć, do jakich celów wojskowych służyła. Zwycięstwo życia nad śmiercią.
La route qui passe par la chaîne de montagnes Annamitique jusqu'à la Plaine des Jarres dans l’est du Laos, est horriblement tortueuse et étroite. Nous sommes ballottés dans tous les sens. Toute la journée. Nous pensons au retour avec effroi. Rien d’étonnant que dans cette région reculée n’arrivent que 2000 touristes par an. Nous surmontons tout ça avec stoïcisme, car nous y sommes attirés par les énigmatiques jarres de pierre de plus de 2000 ans. C’est le Stonehenge du Laos. Ces formations mythiques sont dispersées dans la province Xiengkhouang, la plus fortement bombardée dans l’histoire de l’humanité – entre les années 1964 – 1975 il est tombé ici plus de 2 million de tonnes de bombes. Beaucoup de jarres ont été détruites par la guerre, les Américains tiraient sur certaines d’entre elles pour s’amuser…La ballade parmi les rizières, les collines boisés et ces formations n’est qu’à première vue idyllique. En fait, nous évoluons dans des champs de mines, d’étroits sentiers ont été nettoyés de ce danger fatal. Les chemins doucement évitent les énormes cratères des bombes. Bien que voilà 30 ans que la guerre soit terminée, le sol est toujours truffé d’éclats de mines et de bombes qui n’ont pas explosés. La population locale recherche la nuit tombée, peu à peu déterrant le métal. Il y a toujours 120 personnes qui tombent victime de ces engins non explosés. Mais les gens sont pauvres et on peut revende au marché jusqu'à 20 cents le kilo ! Dans le village Ban Nasala – une réutilisation assez particulière : du persil pousse dans les carcasses des bombes à fragmentation, le long des chemins des clôtures sont faites de restes d’équipement militaire, on puise l’eau à l’aide d’un casque américain et les plats sont servis dans des assiettes en tôle d’avion. C’est la vie qui gagne sur la mort.


No comments: