2007/04/06

SWOJSKIE KLIMATY / COMME A LA MAISON

Miasta w Laosie to w zasadzie duże wioski. Niczym nasze ulicówki, bez centrum, rynku, założenia, koncepcji. Najbardziej przygnębiające wrażenie robi na nas Phonsavan, stolica wschodniej prowincji Xiengkhouang. Szare, ponure, ciągnące się kilometrami miasto, gdzie nie ma dokładnie nic. Odległości są tak wielkie, że w zasadzie nie sposób dotrzeć gdziekolwiek na piechotę. Miejscowym jednak to i tak nie robi różnicy, bo oni w ogóle nie chodzą, tylko wszędzie przemieszczają się na motorze. W stolicy państwa Vientiane, choć ciut bardziej miejskiej, też panuje leniwa, prowincjonalna atmosfera. Ma to dużo uroku. Poddając się panującym trendom, niespiesznie zwiedzamy jej atrakcje na skuterze. Emblemat państwa - dostojna, złota stupa Pha That Luang, robi na nas duże wrażenie; w Wacie Si Saket przysłuchujemy się mantrom wiernych i z zafascynowaniem podziwiamy neonową, fluorescencyjną aureolę Buddy; w najstarszej świątyni w mieście, w Wacie Si Muang, spędzamy długie godziny, spacerując wzdłuż rzędów figurek Buddy i chowając się przed ogromnym upałem w podcieniach klasztoru; obserwujemy życie mieszkańców stolicy, spacerując wieczorem nad Mekongiem - dziewczyny ćwiczą aerobik, młodzi parkują skutery nad brzegiem rzeki i rozmawiają przez komórki lub ślą sms-y, pary flirtują w zacisznych zaułkach. Czym to rożni się od tego, co u nas?...
Les villes au Laos, ce sont en fait de grands villages. Il n’y a pas de centre en particulier, sans place du marcher, sans plan d’aménagement. L’impression la plus déprimante nous laisse Phonsavan, capitale de la province Xiengkhouang. Ville grise, triste, s’étirant sur des kilomètre entiers, où il n’y a littéralement rien. Les distances sont si grandes qu’il est pratiquement impossible d’accéder où que ce soit à pieds. Pourtant, pour les autochtones ceci ne fait pas de différence, car ils ne marchent pratiquement jamais et se déplacent partout en mobilette. Dans la capitale Vientiane, à peine plus urbaine, l’atmosphère est aussi très provinciale. Ceci a beaucoup de charme. Nous nous laissons aller à cet esprit et tranquillement nous visitons ses attraction sur un scooter. L’emblème du pays – une majestueuse stupa dorée Pha That Luang nous impressionne particulièrement ; dans le Wat Si Saket nous écoutons les mantras des fidèles et fascinés nous admirons l’auréole néon-fluo du Buddha ; dans le temple le plus ancien de la ville, le Wat Si Muang, nous passons plusieurs heures à nous promener le long des rangées de figurines du Buddha et nous nous réfugions du soleil de plomb à l’ombre du cloître ; nous observons la vie des habitants de la capitale en nous promenant le soir sur les rives du Mékong – les filles font de l’aérobic, les jeunes garent leurs scooters au bord du fleuve et discutent par téléphone ou bien envoient des SMS, les couples flirtent dans les recoins tranquilles. Quelle est la différence avec ce que l’on voit chez nous ?...
















No comments: