Łódka na Wyspę Słońca odpływa wcześnie rano. Na posterunku wojskowym u wyjścia z portu żegna nas dużych rozmiarów napis na ścianie: „Morze należy do nas zgodnie z prawem.
Jego odzyskanie jest naszym obowiązkiem” - Boliwia wciąż nie pogodziła się z utratą dostępu do morza w wyniku wojny z Chile w 1889 roku.
Jest nam
przeraźliwie zimno. Okutani w czapki, szaliki i rękawiczki podziwiamy głęboki, połyskujący w słońcu granat wód tego najwyżej na świecie położonego jeziora (3820 m. n.p.m.). Gdy zaś przybijamy do brzegu odkrywamy, że woda ma tam odcień
zielonkawy i jest tak krystalicznie czysta, że Isla del Sol wygląda niczym wyspa na Karaibach.
Wszyscy turyści lądują tu w tym samym momencie. Poruszają się wyłącznie w zwartych grupach. Zwiedzają pobliskie ruiny (to właśnie tu, jak głosi legenda, narodziło się Słońce i stąd wytrysnęło życie), niektórzy idą na spacer na drugi koniec wyspy (ok. 10 km).
Po południu nie ma już żywej duszy. My w wioseczce
Chalapampa w północnej części wyspy zatrzymujemy się na dwie noce i z ciekawością obserwujemy, jak życie toczy 
się tu zgodnie z rytmem odwiedzających wyspę turystów. Trzy tutejsze knajpki na krzyż budzą się do życia o 10:30, kiedy przypływa pierwsza łódka i zamierają około 14, kiedy odpływa ostatnia. Z trudem udaje nam się coś zjeść poza tymi godzinami!
Le bateau qui nous mène sur l’Ile du Soleil, part tôt le matin. Sur le poste militaire tout près du
port on peut lire en grandes lettres : « La mer nous appartient de droit, la récupérer est notre obligation » - la Bolivie ne s’est toujours pas rendue à l’évidence qu’elle a perdu l’accès à la mer lors de la guerre avec le Chili en 1889.
Nous avons terriblement froid. Emmitouflés de nos gants, bonnets et écharpes nous contemplons le bleu profond de ce lac le plus haut au
monde (3820 m !). Quand nous
arrivons à bon port nous découvrons que l’eau a ici une couleur verdâtre et est si pure que l’Ile du Soleil ressemble à une île des Caraïbes.
Tous les touristes arrivent au même moment. Ils se déplacent
uniquement en petits groupes. Visitent les ruines du coin (c’est ici, comme le dit la légende, qu’est né le Soleil et ici qu’a jailli la vie), certains
vont à l’autre bout de l’île (10 km). L’après-midi, il n’y a plus âme qui vive. Nous nous arrêtons pour deux nuits dans le village Chalapampa au nord de l’île, et observons avec curiosité comment la vie est rythmée par l’arrivé des touristes. Les trois restaurants du coin se réveillent vers 10h30 quand les premiers bateaux sont en vue et se meurent vers 14h quand s’en va le dernier. Nous n’arrivons a trouver de quoi manger
qu’avec difficulté en dehors de ces horaires !
















No comments:
Post a Comment